Tekst: Monika Komorowska
Tytuł: Burning Lion Recordingz - nowe kru.
Obserwując od środka weekendowe życie nocne naszego miasta nasunęły mi się następujące wnioski: klabbing kwitnie, ciekawych miejsc z niezłą muzą jakby trochę więcej a do tego co jakiś czas dochodzą mnie słuchy o nowych kolektywach didżejskich i nadziejach sceny klubowej. Inna sprawa, że większość z nich okazuje się pseudo DJ?ami zrzeszonymi w pseudo kolektywach. Cóż, nie każdy kto kupi sobie gramofony od razu jest DJ?em. Niestety mało kto ma to na względzie w związku z czym odbywają się pozostawiające wiele do życzenia imprezy z udziałem dosyć wątpliwych wykonawców. Prym w tego typu wydarzeniach wiedzie chyba La Strada i Ósmy Grzech w której młodzi DJ?e stawiają swoje pierwsze kroki. A ponieważ w praktyce bardziej przypomina to raczkowanie, efekty oczywiście są mało zadowalające zwłaszcza dla bardziej wytrawnych słuchaczy.
Na łódzkiej scenie tak naprawdę liczą się dzisiaj Weekendersi i Sonic Trip, bo Amnezja i Pandemonium chyba zamilkły na dobre. O tym , że są dobrzy nikogo przekonywać nie trzeba, ale faktem jest że Soniki skłaniają się ku jump-up?owi a Weekendersi reprezentują nurt tech-step?owy. Jednak już od dawna nie pojawiło się na ziemi łódzkiej jakieś nowe kru mogące zainteresować tę wybredniejszą część klaberów dobrą muzyką. Ale do czasu. A konkretnie do grudnia 2000 roku. Wtedy to narodziła się niezależna wytwórnia Burning Lion Recordingz zrzeszająca Dj?i oraz Mc?s pochodzących z różnych grup i reprezentujących różne style, nie tylko muzyczne. Pierwszą imprezą jaka odbyła się pod tym szyldem było "I love jungle party" zorganizowane w Krakowie - 12 i w Bełchatowie - 13 stycznia. Do całego przedsięwzięcia organizatorzy podeszli bardzo profesjonalnie, znaleźli sponsorów, zadbali o nagłośnienie w mediach. O imprezie trąbiła Viva Polska oraz różne pisma branżowe. Wydarzeniem, które dało możliwość zorganizowania takiej imprezy było "International Drum'n'Bass Convention" we Francji, gdzie nasi rodzimi twórcy muzyki klubowej prezentowali swe umiejętności obok czołowych DJ'i i MC'c z całej Europy. Dzięki nawiązanym tam kontaktom i przyjaźniom party mogło dojść do skutku i w dodatku zagrali na nim min. organizatorzy konwentu z Wielkiej Brytanii obok gości z Estoni i Szwajcarii. Do tej pory jedyną międzynarodową imprezą takiego formatu była Parada Wolności. Wygląda na to, że nie będzie już jedyną, chociaż z pewnością najbardziej widowiskową.
Burning Lion Recordingz tworzą łódzcy DJ-e i Mc's mogący poszczycić się sporym doświadczeniem, tudzież i znajomością tematu. Są młodzi, niezależni, utalentowani i przedsiębiorczy, zatem nikogo nie powinno dziwić, że nowe kru tak prężnie wystartowało.
Trzon stanowią DJ Maniac, DJ Dee, DJ Mono, Mc Mikee i Mc Akira, jednak podstawowe założenie jest takie, aby nie tworzyć zamkniętej i hermetycznej ekipy. System otwartych drzwi to doskonała szansa na nawiązanie nowych znajomości i zdobycie ciekawych doświadczeń. I na tym właśnie zależy członkom formacji.
Chłopaki z BLR zamierzają organizować imprezy łączące wielonarodowościowe pochodzenie twórców. Ponadto nawiązali stałą współpracę z krakowskimi dj?ami ( MK. Fever z THC Underground ) z którymi planują występy na terenie całej Polski. Po za organizacją imprez będą zajmować się również bookingiem, czyli wynajmowaniem Dj-ów. Powstaje również wydawnictwo a pierwszymi produkcjami będzie kompakt z zarejestrowanym setem z imprezy w Bełchatowie, oraz winyle. W najbliższej przyszłości na czarnej płycie wyjdzie remix Remarca, uznawanego za ojca muzyki jungle. Warto jeszcze dodać, że stałym punktem będą wyjazdy zagraniczne a najbliższy szykuje się wiosną do Szwajcarii. Brzmi nieźle, prawda?
Ale najważniejsze, że Burning Lion Recorgingz nie zamyka się w żadnych schematach muzycznych i możemy liczyć na imprezy niezwykle barwne. Fakt, że z powodzeniem grają różne odmiany angielskiej muzyki klubowej daje im niewątpliwie pewną przewagę. I w tym ich siła.
